Ach, co to był za ślub

Ślub Sabiny i Patryka

Patryk i Sabina powiedzieli sakramentalne „tak” na cyplu nad chorwacką zatoką. Przyjęcie weselne odbyło się na dachu luksusowego hotelu. Wszyscy tańczyli na boso, bo mieli pod stopami 16 ton piasku z Sardynii. Jeśli dodamy, że goście zostali „porwani” z Polski w nieznane, to każdy zapyta: co to był za ślub?! Rozmowa z Patrykiem Makarońskim.

Jak długo znałeś Sabinę zanim się oświadczyłeś?
Dokładnie siedem miesięcy.

Ile czasu minęło od oświadczyn do ślubu?

Ponad 4 lata minęło od oświadczyn do ślubu, bo czekaliśmy na moment, kiedy będziemy w stanie sami zorganizować takie wesele, o jakim marzymy. Lubimy przekraczać granice, przecierać szlaki.

Podobnie było i teraz. Mało kto jest na tyle szalony, żeby porwać rodzinę tyle kilometrów od domu, zabrać z Polski sprzęt, dywany, stoły, krzesła, wielkie postumenty i kilkumetrowy łuk na plażę. Z drugiej strony, na co dzień prowadzimy wesela w kraju, więc co by nas mogło w Polsce urzec, zaskoczyć? A my chcieliśmy, żeby nasze wesele było naprawdę wyjątkowe.

Dlaczego Chorwacja?
Pomysł urodził się na wakacjach, właśnie w Chorwacji. Plaża, na której odpoczywaliśmy, wydała nam się idealna. Ostatecznie padło na całkowicie inny rejon, bo w pobliżu nie znaleźliśmy apartamentów o odpowiednim standardzie i z odpowiednią ilością miejsc, a zależało nam, aby wszyscy goście byli razem. Przygotowania trwały kilka miesięcy.
Zdawaliśmy sobie sprawę z tego, że samo wesele minie błyskawicznie, więc cieszyliśmy się z każdej pierdoły, dosłownie, począwszy od sznurka do zdjęć, wazonów na plaże, ton świeczek z Ikei, po wymarzoną suknię. Kilka razy byliśmy w Chorwacji, szukaliśmy hotelu, plaży …

ślub w Chorwacji

Wesele to duże wyzwanie logistyczne i organizacyjne. Za granicą pewnie dwa razy większe. Jak sobie poradziliście?
Każda zaproszona przez nas osoba otrzymała informację, gdzie i kiedy ma czekać z walizką oraz kiedy planowany jest powrót.
I to było wszystko, czego wymagaliśmy od gości. My jako organizatorzy zadbaliśmy o nich kompleksowo: o wyprawkę na drogę, przywitanie w hotelu, pełną lodówkę w apartamencie i oczywiście 5-dniowy pobyt w SKY BEACH, bo tak nazywał się hotel.

Gdzie odbył się ślub?
Ceremonia odbyła się w Marinie oddalonej 4 km od hotelu. To piękne i malownicze miejsce nad zatoką, z jachtami i katamaranami. Składaliśmy sobie przysięgę z dala od miasta, na otulonej górami plaży, dokładnie na cyplu wchodzącym w morze. Cypel otoczony był skałami, które przykrywała lazurowa woda, i wybiegiem dla Sabiny.

Wybiegiem dla Sabiny?
Plan był taki, że kiedy wszyscy goście zajmą już miejsca i będą czekać w skupieniu aż przypłynę z apartamentu sportową łodzią, w tle pojawi się spokojna, ale wyniosła muzyka. Prowadzący poprosi wtedy świadkową Olę, żeby przywiozła Pannę Młodą. Gdy Sabina znalazła się około 250 m od miejsca ceremonii, goście usłyszeli naszą piosenkę. To był znak dla Sabiny, że może zmierzać do nas…. I tak szła wybrzeżem, wzdłuż palm, kierując się najpierw do Taty, następnie do mnie na szczyt zatoczki…
Nie pytajcie nas nawet, ile zrobiliśmy kilometrów, żeby znaleźć odpowiednią plażę, ile hoteli przerobiliśmy.

BIAŁY ŚLUB

Jakie było menu?
Zależało nam, aby goście poczuli się wyjątkowo pod każdym względem. Dlatego na powitanie był aperoll, a na obiad podaliśmy zupę krem, a nie tradycyjnie rosół, oraz rybę z batatami w plastrach. Potem było wiele przystawek, ciepłych dań i niespodzianek kulinarnych, których nazw już teraz nie pamiętam. Na pewno były krewetki, mule i inne chorwackie smakołyki. Ukłonem w stronę naszej polskiej tradycji był wiejski stół.

Podobno wszyscy goście byli ubrani na biało.
Zgadza się. Kilka tygodni przed wyjazdem wysłaliśmy do gości wiadomość, że będzie nam miło, jeśli wszyscy będą tak właśnie ubrani.

Podobno tańczyliście na boso, bo pod stopami był piasek?
Też się zgadza. Na szklanym dachu było wysypane 16 ton złocistego piasku z Sardynii. Warto dodać, że wesele odbywało się na dachu hotelu, w którym spaliśmy.

atrakcje w chorwacji

Jakie mieliście atrakcje w Chorwacji, które w Polsce nie byłyby możliwe?
Pewnie mało kto płynie do ślubu sportową łodzią. Mało kto ma wesele pod gołym niebem, z widokiem na lazurową wodą i góry, tańcząc na dachu luksusowego hotelu, na którym znajduje się 16 ton piasku z Sardynii. Dodam, że z dachu podziwialiśmy nie tylko piękną panoramę Chorwacji, ale też pokaz pirotechniczny. To wszystko prawda, jednak – szczerze – nam zależało na czym całkowicie innym. Człowiek na co dzień pędzi, żyje w wielkim pośpiechu. Nie ma czasu na to, co jest naprawdę cenne i niezapomniane – na spędzanie czasu z rodziną. Dlatego zaprosiliśmy wszystkie najważniejsze dla nas osoby i chcieliśmy – tak po prostu – podziękować im za to, że są z nami. Chcieliśmy spędzić wspólnie 5 wspaniałych dni razem jako rodzina, w miejscu do którego większość sama by nie pojechała. To była dla nas największa wartość podczas tego wyjazdu.

Cena ślubu w Chorwacji

Ile to wszystko kosztowało?
Na to pytanie ciężko mi odpowiedzieć, dlatego że za większość rzeczy robiliśmy częściowe przelewy wcześniej, potem dochodziły płatności w trzech różnych walutach: euro, kunach i oczywiście złotówkach. Szczerze? Nie liczyliśmy. Mogę powiedzieć tylko tyle, że wesele nie było tanie i że mogliśmy wydać nawet o połowę mniej.

Co podwyższyło koszty?
Na pewno hotel. Jak już wspomniałem, był to Sky Beach, jeden z najbardziej luksusowych hoteli w okolicy, który był zarezerwowany tylko dla nas, łącznie z dachem, na którym wieczorami otwarty był zwykle bar ze strefą chilli. Hotel rozpieszczał gości basenem i strefą SPA, z przeszkloną szybą. Z sauny i jacuzzi obserwowaliśmy, jak ludzie bawią się w basenie na zewnątrz. Mieliśmy swój prywatny aquapark na morzu. W każdym apartamencie wisiał na ścianie iPad, którym sterowało się oświetleniem, klimatyzacją czy roletami. Dodam, że w toalecie był pilot… do muszli klozetowej.
Na pewno na koszty miał wpływ też alkohol. Oboje w zasadzie nie pijemy, więc postawiliśmy na markowe alkohole takie jak Moet, Jack Daniel’s czy Amundsen z małą nadzieją, że może nas skuszą.

czy było warto

Co będziecie najbardziej, poza sakramentalnym „tak”, pamiętali z tego dnia?
Emocje. Chwilę pełne wzruszeń… Uśmiech na twarzach osób, które kochamy.To, że wszyscy najbliżsi byli tam z nami, wliczając babcie i dziadka. Teraz w codziennym wirze pracy często wracamy właśnie do tych emocji, wspomnień, żeby chociaż przez chwilę przeżyć to na nowo, znaleźć się w Chorwacji, którą wszyscy pokochali.

MAKI wedding & party

Czy warto robić wesela gdzieś w świecie za granicą?

Warto robić ślub i wesela za granicą. Jeśli tylko ma się odwagę, żeby marzyć..

Naprawdę trzeba być odważnym, żeby wziąć na siebie odpowiedzialność i zabrać kilkadziesiąt osób 1600 km od domu. Do samego końca nasi goście wiedzieli tylko tyle, że 10 września mają stać spakowani z walizkami w określonym miejscu, a całej reszty dowiedzą się już w Chorwacji. Pewnie ktoś pomyśli, że na pewno były jakieś przecieki. Nie było! Nikt nic nie wiedział i wszyscy byli naprawdę PRZERAŻENI, a my powoli zaczynaliśmy mieć dość ich pytań (śmiech). Na koniec chcielibyśmy podziękować wszystkim gościom za wspólne spędzone chwile. W życiu bywa różnie, to co się opłaca nie zawsze warto robić, a to co warto robić, nie zawsze się opłaca… Ale marzenia zawsze warto spełniać.

Ciekawostki

Sabina po ślubie nazywa się Sabina Makaroński. Zawsze o tym marzyła, a ślub zagraniczny daje taką możliwość. Taka forma nazwiska ułatwia komunikację poza granicami kraju.

Ślub za granicą to nie jest prosta sprawa. Patryk i Sabina musieli dostarczyć papiery z polskiego USC przetłumaczone na chorwacki, a podczas ceremonii zaślubin musiał być obecny tłumacz przysięgły. Specjalnie na wesele, kilka dni przed wyjazdem, młodzi kupili krzesła dla gości.
Na przyjęcie wesele mogli wnieść łącznie tylko 10 litrów alkoholu, każda dodatkowa butelka wódki kosztowała 530 Kun.

Zgodnie z Chorwacką tradycją, tortu się nie kroiło, tylko rozwalało wspólnie z żoną.
Wieczór kawalerski odbył się na wodzie w wynajętej na cały dzień łodzi. Panowie ciągali się na nartach i … reszta niech zostanie w Chorwacji.

Podczas wesela rozdano Oskary na czerwonym dywanie.
Jeszcze 3 dni przed wyjazdem prognoza pokazywała, że przez cały pobyt będzie lało. Dostali z hotelu maila, czy w związku z tym mają plan B. Nie mieli. W dzień przyjazdu wiatr rozgonił wszystkie chmury.

* Oryginalny artykuł został opublikowany w Weekendowym wydaniu „Pojezierza Wałeckiego”. (Nr 41) 2 listopada 2019 roku

♥♥♥ Patryk Makaroński z żoną Sabiną z wielkim sukcesem prowadzą firmę MAKI – Wedding and Party

Pani Ewa, właścicielka agencji MANUS DEXTRA, pomogła Sabinie i Patrykowi w organizacji tego wspaniałego ślubu w Chorwacji ♥♥♥

Powiązane posty